Dziś pierwszy dzień odbierania numerów startowych do Orlen Warsaw Marathon. Odbierać można już pakiety do maratonu i do biegu na 10 kilometrów. Ja, a raczej my odbieraliśmy numery do 10K. Pojechaliśmy całą rodzinką. Organizowane miasteczko biegowe robi wrażenie. Fajne pomieszczenia biur zawodów - super miła obsługa. Widzieliśmy budowane już START i METĘ. Na razie wszystko robi naprawdę duże wrażenie. W drodze powrotnej wysłuchaliśmy wiadomości w których jedne z newsów mówił o 26 000 startujących. Jeśli to prawda to będzie naprawdę wielkie wydarzenie. Jedyny mały zgrzyt to brak czapeczki w pakiecie startowym na 10K. Na stronie maratonu widniała informacja, że pakiet obok koszulki i worka zawiera czapeczkę. Jednak dziś w mailu organizator poinformował, że była to pomyłka. Szkoda. Na facebooku zrobił się mały szum. I choćby faktycznie była to pomyłka to pewnie części będzie przykro, inni poczują się zawiedzeni a dla jeszcze innych nic to nie zmienia. Tak czy inaczej lekki niesmak pozostaje. Mam jednak nadzieję, że uda mi się zrealizować moje zamiary startowe, że atmosfera będzie wspaniała, a pogoda piękna. Jeśli tak to mniejsza o czapeczkę ;) Mój plan na te 10 kilometrów - zrobić je w mniej niż godzinę. Czy się uda - zobaczymy już w niedzielę.
Odebraliśmy zatem numery startowe, przymierzyliśmy koszulki i czekamy niecierpliwie na niedzielę. Mój numer startowy to 17823 a Magdy 17824. Opieka dla Kajtka w postaci dziadków jest już gotowa na przyjazd do Warszawy na bieg. Z informacji podawanych przez organizatora będzie zorganizowana strefa dla dzieci, a więc mamy nadzieję, że nasz malec nie będzie się nudzi oczekując nas na mecie! Cóż pozostaje - do zobaczenia na trasie biegu!
Mam cukrzycę typu 1 i po rocznym przygotowaniu chcę pobiec w maratonie. Biegać jednak warto niezależnie od wszystkiego. To wspaniała zabawa, która niesie za sobą znakomite samopoczucie i kondycje. Wstań i zacznij biegać razem ze mną. To nic trudnego, a może niebawem spotkamy się na trasie jakiegoś biegu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieg na 10 kilometrów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieg na 10 kilometrów. Pokaż wszystkie posty
17 kwi 2013
Orlen 10K
Autor:
Unknown
o
21:10
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
bieg 10K,
bieg na 10 kilometrów,
bieganie a cukrzyca,
bieganie z cukrzycą,
cukrzyca typu 1,
cukrzyca typu 2,
numer startowy,
Orlen Warsaw Marathon,
pakiet startowy
14 kwi 2013
Łódzka dycha
Rano kiedy otworzyłem oczy i zobaczyłem ledwo 5 stopni na termometrze i mokre chodniki zacząłem się w chaotyczny sposób obijać po ścianach. Miało być ciepło słonecznie i wyszło jak zawsze. Zimno i mokro. Ponieważ bieg miał zacząć się o 9, a mnie udało się zebrać w sobie dopiero w pół do ósmej nie było już czasu na śniadanka. Po drodze na star musiały wystarczyć dwie porcje glukozy czyli 2WW. Po drodze okazało się jeszcze, że nie zabrałem ze sobą dokumentów ani swoich ani od auta. Zacząłem sobie zatem układać już w głowie ewentualne usprawiedliwienia dla policji. Szczęśliwie obyło się bez kontroli. Niebawem parkujemy auto i zmierzamy na start odrobinę przeklinając pogodę i zimno.
Na starcie króciutka rozgrzewka, wizyta w toalecie i ustawiamy się w stosownej strefie czasowej. Ponieważ moja Magda jeszcze nie rozbiegana po zimie ustawiamy się na 1h i 5 minut. Czekamy na start, ludzi przybywa i mam wrażenie, że niestety mój pęcherz powodowany chłodem i wilgocią zaczyna dopominać się do łazienki. Do startu jednak jest już tak blisko, że decyduję się, że toalet będę szukał gdzieś po drodze.
Ruszamy - pierwsze dwa kilometry mijają szybko. Biegniemy równo próbując się rozgrzać, ale czuję, że natura wzywa! Po 2 kilometrze mijamy łódzką Atlas Arenę. Magdzie każę biec dalej w tempie a sam skręcam do toalety. Ponieważ stoją one kawałek od trasy, słyszę żartobliwe "o a Pan na skróty".
Wbiegam szybko do kabiny spędzam tam niezbędną chwilę. No właśnie "chwilę" tak mi się przynajmniej wydaje. Zaraz jednak przekonam się jak bardzo się mylę co do "chwili". Wybiegam i widzę 2 sanitariuszki na rowerach zamykające kolumnę biegaczy! Paniczna myśl "Co jest gdzie są wszyscy?" Biegnę zatem szalonym tempem żeby dogonić Magdę i zająć odpowiednie miejsce. Biegnę bardzo szybko - mijani biegacze patrzą się na mnie dość dziwnie bo wyglądam jak sprinter który zaplątał się między spacerowiczów :) Po chwili jestem obok Magdy. Wyrównuję oddech i już jest dobrze. Dogonienie zajęło mi około kilometra ponieważ za moment mijamy znacznik 3 kilometra.
Przez dłuższą chwilę biegniemy obok Pawła Maja - bosego biegacza z narodową flagą. Jest dość rozpoznawalną postacią na polskich biegach ulicznych. Ktoś z biegaczy pyta Pawła o buty. Paweł odpowiada, że dwa lata temu dostał buty na maratonie w Katowicach ale w nich nie biega, potem kolejne dostał w zeszłym roku właśnie w Łodzi na maratonie, ale jak mówi "nic z tego nie wyszło i dalej biega w swoich najwygodniejszych" - czyli boso. Wielki szacunek dla Pawła! Mam nadzieję, że jeszcze nie raz go spotkamy podczas biegów.
Biegniemy równym tempem do mety co raz bliżej, robi się również co raz cieplej. Koło 5 kilometra stawka zaczyna się męczyć - coraz więcej osób bardzo zmęczonych zmienia bieg na marsz lub wręcz przystaje. Cóż tak to jest kiedy źle oszacuje się swoje możliwości lub na początku gna się jak szalony nie będąc przygotowany na takie tempo. My biegniemy równym tempem w granicach 6:30 km/min chociaż moja pogoń za Magdą po toaletowej przygodzie dała mi tempo w granicach 4:50 km/min!
10 kilometrów minęło szybko. Wbiegamy do hali Atlas Areny przebiegamy przez metę. Jest! Założenie w zupełności zrealizowane 1 godzina 4 minuty 35 sekund! Jeszcze tylko odbieramy medale, przytulamy się, buziaczek i wracamy do domu na późne śniadanie gdzie czeka już nasz synek z dziadkami.
Wczoraj przy okazji odbierania numerów narzekałem na organizację imprezy. Nie było tak źle :) Jednak porównując kwestię organizacji, informacji, łatwości znajdowania różnych rzeczy, np do Półmaratonu Warszawskiego to myślę, że jest jeszcze coś do zrobienia w Łodzi. Jedno wiem napewno - to mój pierwszy start w Łodzi i na pewno nie ostatni! Zatem do zobaczenia w Łodzi w przyszłym roku, a może nawet jeszcze w tym na innym biegu.
Na starcie króciutka rozgrzewka, wizyta w toalecie i ustawiamy się w stosownej strefie czasowej. Ponieważ moja Magda jeszcze nie rozbiegana po zimie ustawiamy się na 1h i 5 minut. Czekamy na start, ludzi przybywa i mam wrażenie, że niestety mój pęcherz powodowany chłodem i wilgocią zaczyna dopominać się do łazienki. Do startu jednak jest już tak blisko, że decyduję się, że toalet będę szukał gdzieś po drodze.
Ruszamy - pierwsze dwa kilometry mijają szybko. Biegniemy równo próbując się rozgrzać, ale czuję, że natura wzywa! Po 2 kilometrze mijamy łódzką Atlas Arenę. Magdzie każę biec dalej w tempie a sam skręcam do toalety. Ponieważ stoją one kawałek od trasy, słyszę żartobliwe "o a Pan na skróty".
Wbiegam szybko do kabiny spędzam tam niezbędną chwilę. No właśnie "chwilę" tak mi się przynajmniej wydaje. Zaraz jednak przekonam się jak bardzo się mylę co do "chwili". Wybiegam i widzę 2 sanitariuszki na rowerach zamykające kolumnę biegaczy! Paniczna myśl "Co jest gdzie są wszyscy?" Biegnę zatem szalonym tempem żeby dogonić Magdę i zająć odpowiednie miejsce. Biegnę bardzo szybko - mijani biegacze patrzą się na mnie dość dziwnie bo wyglądam jak sprinter który zaplątał się między spacerowiczów :) Po chwili jestem obok Magdy. Wyrównuję oddech i już jest dobrze. Dogonienie zajęło mi około kilometra ponieważ za moment mijamy znacznik 3 kilometra.
Przez dłuższą chwilę biegniemy obok Pawła Maja - bosego biegacza z narodową flagą. Jest dość rozpoznawalną postacią na polskich biegach ulicznych. Ktoś z biegaczy pyta Pawła o buty. Paweł odpowiada, że dwa lata temu dostał buty na maratonie w Katowicach ale w nich nie biega, potem kolejne dostał w zeszłym roku właśnie w Łodzi na maratonie, ale jak mówi "nic z tego nie wyszło i dalej biega w swoich najwygodniejszych" - czyli boso. Wielki szacunek dla Pawła! Mam nadzieję, że jeszcze nie raz go spotkamy podczas biegów.
Biegniemy równym tempem do mety co raz bliżej, robi się również co raz cieplej. Koło 5 kilometra stawka zaczyna się męczyć - coraz więcej osób bardzo zmęczonych zmienia bieg na marsz lub wręcz przystaje. Cóż tak to jest kiedy źle oszacuje się swoje możliwości lub na początku gna się jak szalony nie będąc przygotowany na takie tempo. My biegniemy równym tempem w granicach 6:30 km/min chociaż moja pogoń za Magdą po toaletowej przygodzie dała mi tempo w granicach 4:50 km/min!
10 kilometrów minęło szybko. Wbiegamy do hali Atlas Areny przebiegamy przez metę. Jest! Założenie w zupełności zrealizowane 1 godzina 4 minuty 35 sekund! Jeszcze tylko odbieramy medale, przytulamy się, buziaczek i wracamy do domu na późne śniadanie gdzie czeka już nasz synek z dziadkami.
Wczoraj przy okazji odbierania numerów narzekałem na organizację imprezy. Nie było tak źle :) Jednak porównując kwestię organizacji, informacji, łatwości znajdowania różnych rzeczy, np do Półmaratonu Warszawskiego to myślę, że jest jeszcze coś do zrobienia w Łodzi. Jedno wiem napewno - to mój pierwszy start w Łodzi i na pewno nie ostatni! Zatem do zobaczenia w Łodzi w przyszłym roku, a może nawet jeszcze w tym na innym biegu.
Autor:
Unknown
o
22:19
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
10 km,
10K,
bieg na 10 kilometrów,
bieganie a cukrzyca,
bieganie z cukrzycą,
cukrzyca typu 1,
cukrzyca typu 2,
Łódzka dycha,
Łódź,
Maraton Łódź,
relacja z biegu
13 kwi 2013
Łódzki pakiet
Pakiet startowy w Łodzi odebrany. Piękna pogoda, lekki wiaterek, ale co najważniejsze cieplutko. Mam nadzieję, że taka właśnie aura utrzyma się również jutro podczas biegu. Trasa biegu już dziś zabezpieczana, przygotowywana i testowana. Widzieliśmy po drodze ekipy ustawiające pachołki, auta pilotujące testowane na trasie. Dopinanie ostatnich guzików trwa.
Jak rodowity łodzianin szczególnie bacznie przyglądam się temu co dzieje się w moim mieście zwłaszcza w tak ważnym dla mnie momencie jak bieg maratoński i bieg na 10km. Podczas odbioru pakietu startowego odniosłem wrażenie lekkiego chaosu. Takie odczucia nasuwa mi porównanie do organizacji Półmaratonu Warszawskiego. Jednak nie przesądzam niczego! Zobaczymy jutro, jak będzie w trakcie biegu i po nim! Wierzę, że sam bieg odbędzie się we wspaniałej przyjacielskiej atmosferze i będzie wspaniałą zabawą.
Dzisiaj dzień zupełnego relaksu. Odpoczynek i regeneracja. Wieczorem jakiś lekki masaż nóg, zwłaszcza łydek i kolana. Mam z nim ciągle jeszcze jakieś problemy i dlatego też jutrzejszy bieg w ortezie.
Jak rodowity łodzianin szczególnie bacznie przyglądam się temu co dzieje się w moim mieście zwłaszcza w tak ważnym dla mnie momencie jak bieg maratoński i bieg na 10km. Podczas odbioru pakietu startowego odniosłem wrażenie lekkiego chaosu. Takie odczucia nasuwa mi porównanie do organizacji Półmaratonu Warszawskiego. Jednak nie przesądzam niczego! Zobaczymy jutro, jak będzie w trakcie biegu i po nim! Wierzę, że sam bieg odbędzie się we wspaniałej przyjacielskiej atmosferze i będzie wspaniałą zabawą.
Dzisiaj dzień zupełnego relaksu. Odpoczynek i regeneracja. Wieczorem jakiś lekki masaż nóg, zwłaszcza łydek i kolana. Mam z nim ciągle jeszcze jakieś problemy i dlatego też jutrzejszy bieg w ortezie.
Autor:
Unknown
o
13:41
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
10K,
bieg na 10 kilometrów,
bieganie a cukrzyca,
bieganie bez insuliny,
bieganie z cukrzycą,
cukrzyca typu 1,
cukrzyca typu 2,
Łódź,
Maraton Łódź,
zawody
12 kwi 2013
Trening 69 i 70
Krótki post o 2 treningach przed bieganiem w Łodzi. Oba biegi z przyspieszeniami w ramach dystansu 5 kilometrów. Biegałem na bieżni na stadionie, a więc równiutko i miękko po nogami. Nudno jednak potwornie, bo przecież ile można biegać w kółko :) Jedno okrążenie to mniej więcej 280m. O wiele bardziej lubię bieganie w terenie. Natomiast bieganie rytmów o wiele lepiej wychodzi na stadionowej bieżni. Łatwo odliczyć dystans na przyspieszenie, łatwo ustalić przerwę między rytmami.
Rytmy były tym razem mocniejszymi akcentami. W każdym biegu miały długość 280m z przerwa na 560m, 3 powtórzenia na bieg.
Tempo biegu w granicach 6:45 - 7:05 min/km przyspieszenia 3 x 280m tempo 5:28min/km
Glikemia 60min po biegu: 124mg/dL
Tempo biegu w granicach 6:45 - 7:05 min/km przyspieszenia 3 x 280m tempo 6:01min/km
Rytmy były tym razem mocniejszymi akcentami. W każdym biegu miały długość 280m z przerwa na 560m, 3 powtórzenia na bieg.
TRENING (69)
Dystans: 5,05km czas 33:49min Średni czas na 1km: 6:41minTempo biegu w granicach 6:45 - 7:05 min/km przyspieszenia 3 x 280m tempo 5:28min/km
PRZED BIEGIEM
Glikemia: 104mg/dL + 3,6WWPO BIEGU
Glikemia 162mg/dLGlikemia 60min po biegu: 124mg/dL
TRENING (70)
Dystans: 4,2km czas 28:39min Średni czas na 1km: 6:49minTempo biegu w granicach 6:45 - 7:05 min/km przyspieszenia 3 x 280m tempo 6:01min/km
PRZED BIEGIEM
Glikemia: 132mg/dL + 1WWPO BIEGU
Glikemia 122mg/dL
Autor:
Unknown
o
11:30
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
akcenty,
bieg na 10 kilometrów,
bieganie a cukrzyca,
bieganie z cukrzycą,
cukrzyca typu 1,
cukrzyca typu 2,
diabetyk,
Maraton Łódź,
przyspieszenia,
rytmy
7 kwi 2013
Zawsze z uśmiechem (Trening 66)
Dziś piękna pogoda. O rana czuć w powietrzu wiosnę, słychać ptaki i ... i wreszcie świeci słońce. Tej zimy nic nie zmęczyło mnie tak bardzo jak wieczny półmrok, szarówka i zachmurzone niebo. Od samego rana przebierałem nogami i nie mogłem się doczekać momentu kiedy wybiegnę z domu i będę się rozkoszował wspaniałym dniem.
Wreszcie można ubrać się lżej do biegania - wspaniałe uczucie! Nic nie ściska mi szyi, nie mam na sobie grubszej bluzy. Zaczyna się wolność i swoboda biegania. W samym bieganiu też zachodzą zmiany. Wiosenne porządki nie ominęły sposobu biegania oraz koncepcji treningowej na najbliższy czas, aż do głównego startu w tym roku, czyli Maratonu Warszawskiego. Dokładniej o sposobie biegania i planach już niebawem. Dzisiaj wspomnę tylko, że zaczynam biegać wolniej i dalej, a co pewien czas przeprowadzał będę sprawdziany, żeby móc zweryfikować treningi i dokonać modyfikacji. Ostatnie kilka dni upłynęło mi na bardzo wnikliwym studiowaniu metod treningowych van Aakena. Główna myśl przewodnia jest taka: biegać wolniej lecz dalej - po co to już następnym razem. Mój plan biegowy po ostatnich przemyśleniach mogę podzielić na 2 główne etapy. Etap 1 - biegam dla utraty masy i budowy formy. Etap 2 - biegam dla formy i budowania wyników.
Największą modyfikacją zatem jest bieganie wolniej - sporo wolniej od ostatnich moich biegów tak by mieścić się w strefie przemian tlenowych. Tylko w ten sposób uda mi się zredukować masę. Przy moim wzroście powinienem dojść do wagi 65kg - teraz jest 88kg. Zatem sporo wysiłku przede mną.
Analizując to co pisał Ernst van Aaken przychodzi mi na myśl pytanie. Biegać by schudnąć czy schudnąć by biegać :) o tym jednak całkiem niedługo.
Dzisiejszy bieg był obliczony absolutnie na mieszczenie się w strefie tlenowej. Długo i spokojnie, bez akcentów, po prostu czysta przyjemność! Tak właśnie było. Eksperymentu z insulina ciąg dalszy, a więc dzisiaj biegałem ponownie tylko na bazie, bez dodatkowej insuliny przed biegiem i ponownie było super!
U mnie bieganie w granicach 7min/km to strefa tlenowa.
Przed biegiem brak krótkiej insuliny.
Glikemia 60 minut po biegu 93mg/dL
Ten wynik osiągnąłem bez insuliny po biegu. Sam bieg załatwił sprawę.
Wreszcie można ubrać się lżej do biegania - wspaniałe uczucie! Nic nie ściska mi szyi, nie mam na sobie grubszej bluzy. Zaczyna się wolność i swoboda biegania. W samym bieganiu też zachodzą zmiany. Wiosenne porządki nie ominęły sposobu biegania oraz koncepcji treningowej na najbliższy czas, aż do głównego startu w tym roku, czyli Maratonu Warszawskiego. Dokładniej o sposobie biegania i planach już niebawem. Dzisiaj wspomnę tylko, że zaczynam biegać wolniej i dalej, a co pewien czas przeprowadzał będę sprawdziany, żeby móc zweryfikować treningi i dokonać modyfikacji. Ostatnie kilka dni upłynęło mi na bardzo wnikliwym studiowaniu metod treningowych van Aakena. Główna myśl przewodnia jest taka: biegać wolniej lecz dalej - po co to już następnym razem. Mój plan biegowy po ostatnich przemyśleniach mogę podzielić na 2 główne etapy. Etap 1 - biegam dla utraty masy i budowy formy. Etap 2 - biegam dla formy i budowania wyników.
Największą modyfikacją zatem jest bieganie wolniej - sporo wolniej od ostatnich moich biegów tak by mieścić się w strefie przemian tlenowych. Tylko w ten sposób uda mi się zredukować masę. Przy moim wzroście powinienem dojść do wagi 65kg - teraz jest 88kg. Zatem sporo wysiłku przede mną.
Analizując to co pisał Ernst van Aaken przychodzi mi na myśl pytanie. Biegać by schudnąć czy schudnąć by biegać :) o tym jednak całkiem niedługo.
Dzisiejszy bieg był obliczony absolutnie na mieszczenie się w strefie tlenowej. Długo i spokojnie, bez akcentów, po prostu czysta przyjemność! Tak właśnie było. Eksperymentu z insulina ciąg dalszy, a więc dzisiaj biegałem ponownie tylko na bazie, bez dodatkowej insuliny przed biegiem i ponownie było super!
TRENING (66)
Dystans: 10km czas: 1h 10:35min Średni czas na 1km: 7:01minU mnie bieganie w granicach 7min/km to strefa tlenowa.
PRZED BIEGIEM
Glikemia 184mg/dLPrzed biegiem brak krótkiej insuliny.
PO BIEGU
Glikemia: 114mg/dLGlikemia 60 minut po biegu 93mg/dL
Ten wynik osiągnąłem bez insuliny po biegu. Sam bieg załatwił sprawę.
2 kwi 2013
Łódzki Maraton - okazyjne bieganie.
Teraz dwa tygodnie na dodatkowe rozbieganie, potem zobaczymy jak pójdzie. Ten start traktuję jako sprawdzian przed rozpoczęciem planu treningowego do maratonu.
Od 15 kwietnia będę biegał według 24 tygodniowego planu treningowego. Pewnie znajdą się w nim różnego rodzaju modyfikacje, ale o tym innym razem. W tej chwili jestem w trakcie przygotowywania odpowiedniej tabelki z planem rozszerzonej o miejsce na notatki związane z cukrzycą - to nam diabetykom jest to po prostu potrzebne. Postaram się zamieścić ten plan wraz z tabelką na blogu, żeby każdy kto chce przygotować się do maratonu mógł z niej skorzystać.
Od 15 kwietnia będę biegał według 24 tygodniowego planu treningowego. Pewnie znajdą się w nim różnego rodzaju modyfikacje, ale o tym innym razem. W tej chwili jestem w trakcie przygotowywania odpowiedniej tabelki z planem rozszerzonej o miejsce na notatki związane z cukrzycą - to nam diabetykom jest to po prostu potrzebne. Postaram się zamieścić ten plan wraz z tabelką na blogu, żeby każdy kto chce przygotować się do maratonu mógł z niej skorzystać.
Autor:
Unknown
o
12:03
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
aktywne życie z cukrzycą,
bieg na 10 kilometrów,
bieganie a cukrzyca,
bieganie z cukrzycą,
cukrzyca typu 1,
cukrzyca typu 2,
Łódź,
Maraton Łódź
Subskrybuj:
Posty (Atom)




